alfabet zdrowia psychicznego - myśli niekontrolowane, czyli tragedia antyczna

Początek jesieni to bardzo dobry czas, by napisać dla Was co nieco o białych niedźwiedziach, Tołstoju i tragedii szekspirowskiej. Idealny, bo to właśnie wtedy zwykliśmy okropnie marudzić na pogodę, pogrążać się w dobijających myślach podczas długich, ciemnych wieczorów, a do tego brak słońca nie sprzyja poziomowi serotoniny i dopaminy, co może skutkować obniżonym nastrojem i rozgrzebywaniem starych ran. W tej wrześniowej odsłonie alfabetu opowiem Wam więc o czymś, co i dla mnie było niezwykle ważnym odkryciem, czego wciąż się uczę i co służy mi w sytuacjach, gdy mój umysł nie chce przystopować, pracując na pełnych obrotach nad natrętnymi myślami. 


Daniel Wegner, amerykański psycholog, miał szczęście. I dużą dawkę intuicji. Potrafił bowiem w świetny sposób wykorzystać poznaną przypadkiem historię o Lwie Tołstoju, który to miał niedobrego starszego brata. Niedobry brat kazał pisarzowi siedzieć w kącie, aż przestanie myśleć o białym niedźwiedziu. Nie mam pojęcia dlaczego, skąd ten pomysł i czemu mały, biedny Tołstoj miałby o nim w ogóle wcześniej myśleć. Ale, kiedy brat wrócił, jego podopieczny wciąż, jak sparaliżowany, siedział w kącie, nie mogąc zatrzymać myśli o białym niedźwiedziu. O co chodzi? Czemu mielibyśmy nie umieć kontrolować własnych myśli, skoro nasze umysły potrafią działać cuda? Wegner postanowił udzielić odpowiedzi na to pytanie, przeprowadzając eksperyment niemal identyczny jak sytuacja braci - badani otrzymali instrukcję, by myśleć o czym tylko zechcą, oprócz białych niedźwiedzi. Brzmi to śmiesznie, owszem, ale przez 15 minut większość z nich za nic nie potrafiła się od polarnych misiów uwolnić. Przestaje być śmiesznie, gdy uświadomimy sobie, że taki sam efekt dotyczy każdych innych myśli - od rzucania palenia, diety, bezsenności i rozstania aż po depresję, stany lękowe i zaburzenia odżywiania. Efekt odbicia - jak Wegner nazwał natrętne myśli, które usiłujemy tłumić, powracające jak bumerang - dotyczy każdego z nas. I sprawia, iż musimy znacznie zmienić nasze dotychczasowe postrzeganie samokontroli.

Krótkie wyjaśnienie, jak to się właściwie w naszym umyśle rozgrywa. Usiłując stłumić jakąś myśl, wysyłamy sygnały do systemu działającego świadomie i celowo - ten usiłuje nakierować naszą uwagę na cokolwiek innego, byle nie na niedźwiedzie. Wymaga on sporych zasobów i energii, tak jak i większość procesów samokontroli. Drugi system zaś jest automatyczny i w dużej mierze nieświadomy, nie wymaga więc żadnego wysiłku - zajmuje się on wyszukiwaniem dowodów na to, że właśnie myślimy lub czujemy to, o czym myśleć i czego czuć sobie zabroniliśmy. To taki nasz ostrzegacz, który głośno krzyczy, gdy napotyka się na cokolwiek, co mogłoby w nas te zabronione myśli wzbudzić. Czyli...wszystko? Przeszukując otoczenie, system ostrzegający ciągle nam przypomina o zakazanych treściach. W dobrej wierze, oczywiście - i tutaj rozgrywa się tytułowa antyczna tragedia. Twój umysł, chcąc Cię chronić przed niepowodzeniem i zagrożeniem, prowadzi Cię wprost do niego. 


Niechciana myśl ciągle krąży w naszym umyśle, co powoduje, że coraz mocniej zaczynamy w nią wierzyć - zwykliśmy zakładać, że to, co myślimy, jest ważnym źródłem informacji, tym bardziej, gdy pojawia się tak często. I tak tworzy się błędne koło, którego nie potrafimy zatrzymać, bo wydaje nam się, że kontrola to jedyne możliwe rozwiązanie - coś więc musi być z nami nie tak. No bo jak bardzo beznadziejny muszę być, skoro nawet głupiej i irracjonalnej myśli nie potrafię zatrzymać? Jak widzicie - wszyscy tak mamy. I to wcale nie przejaw naszej beznadziejności, a troski systemu ostrzegającego, z którym po prostu musimy nauczyć się obchodzić, by przykre, dręczące i trudne myśli nie wracały jak bumerang. 

Świetnie. Tylko jak to zrobić?
Poddać się. Ale najpierw pozbyć się stereotypowego i pejoratywnego postrzegania znaczenia tego słowa. 
Poddać się, to znaczy dać sobie pozwolenie na przeżycie i wyrażenie myśli, uczuć, emocji, obaw i lęku, które nas napastują. Co ważne - bez konieczności uznawania tego za prawdę i rzeczywistość! W innym badaniu Wegner pokazał, że ludzie usiłujący odpychać od siebie samokrytyczne myśli typu "ludzie na pewno uważają mnie za głupią", samoocena i samopoczucie spadają szybciej niż gdy osoby te otwarcie rozważają te myśli i wyrażają je w rozmowie. Tłumienie każdego niepokoju znajduje również swój wyraz w ciele - wyniki licznych badań wykazują, że nasila to zaburzenia lękowe, obsesje, kompulsje oraz zespół stresu pourazowego. 

Obserwacja i akceptacja. Bez dalszych rozważań daję Wam przepis na rozejm z samym sobą. Zauważanie natrętnych myśli, nawet tych przerażających, akceptacja tego, że pojawia się lęk, nawet ten irracjonalny. Nie od razu prowadzi to do pozbycia się myśli i uczuć wywołujących cierpienie. Daje jednak coś znacznie istotniejszego - poczucie, że z tym wszystkim jesteśmy w stanie sobie poradzić. To zaś zaprowadzi do zrozumienia, że nasze wewnętrzne doświadczenia - coś, przed czym tak usilnie zwykliśmy się bronić - w rzeczywistości nie istnieje i do świadomości, że myśl potrafi być jak piosenka, która utkwiła nam w głowie bez większej przyczyny, za nic nie chce odpuścić i niekoniecznie coś znaczy.

Koniec z ciągłą walką. Koniec z antyczną tragedią. Pozwól sobie przeżywać, płakać, czuć ból, lęk i tęsknotę. Mów o tym. I sobie myśl o białych niedźwiedziach do woli. 
(Ale pamiętaj, że nie jesteś swoją myślą! W czym wspaniale pomóc może medytacja, o której przeczytacie u Kaliny - o jej medytacyjnej drodze, czym ta medytacja tak właściwie jest i co nam daje. A jeśli chcecie szerzej zapoznać się z tematem uważności i jej praktykowaniem - zapraszam na swój wiosenny wpis w tym temacie)

Spodoba Ci się również

0 komentarze

It means a lot, thank You!

Subscribe